Mulat spojrzał na budynek swojej nowej szkoły. Tymczasowej, nowej szkoły. Westchnął cicho i ruszył dalej do drzwi. Rzucił okiem na plan i skinął delikatnie główką dyrektorowi szkolnej placówki.
Budynek był spory i miał dwa piętra. Ściany pokryte były błękitną farbą, metalowe, granatowe szafki i jasnobrązowa podłoga. W dodatku gdzie nie spojrzał kłębiły się grupki nastolatków, śmiejących się wesoło, rozmawiających lub słuchających muzyki.
Zayn Malik po raz kolejny westchnął cicho i ruszył do swojej klasy, lawirując między - według niego - dzieciakami. Po chwili dotarł do sali 23 i przekroczył jej próg, rozglądając się dookoła. Pierwsze co zrobił, to namierzył Liama Payne'a, siedzącego w trzeciej od końca ławce pod ścianą. Od razu ruszył w jego kierunku, rejestrując obok niego wolne krzesło.
- Przepraszam, wolne? - Zapytał, pokazując na wcześniej obrany sobie cel i uśmiechnął się niepewnie. Ciemny blondyn podniósł głowę z zamiarem grzecznego oddelegowania intruza, ale nie mógł. Głęboki brąz oczu nowego chłopaka sparaliżował go na kilka sekund.
- Ahh.... Tak, oczywiście, siadaj. - Zdjął z siedzenia swoją torbę, robiąc miejsce chłopakowi. Zayn usiadł, wyjmując ze swojego plecaka pierwszy lepszy zeszyt i książkę. Schylając się, by ułożyć go przy stoliku uśmiechnął się pod nosem, stwierdzając, iż będzie to niesamowicie proste zadanie. Wręcz uznałby je za banalne. Z zamyślenia wyrwał go głos chłopaka za nim, więc się odwrócił.
- Jak masz na imię? - Blondyn, bo to do niego należał głos, mówił z wyraźnym, irlandzkim akcentem. Zayn ponownie lekko się uśmiechnął i wysunął w jego kierunku swoją dłoń.
- Patrick. Patrick Gillbert. - Irlandczyk uścisnął ją, sam się przedstawiając jako Niall Horan, a chłopak z loczkami, którego mulat widział na zdjęciu to Harry Styles.
- A ty? - Zapytał cicho przyglądającemu się mu Liamowi. Miał ochotę wywrócić oczami, przecież doskonale wiedział jak chłopak się nazywa czy ile ma lat. Ba! Nawet wiedział, gdzie mieszka! Ale musiał zachowywać pozory, co najbardziej go drażniło w akcjach pod przykryciem. Cały czas musiał grać i rżnąć głupa, żeby nic się nie wydało, a dla każdego to wszystko było normalne.
- Ahhh... Wybacz. Liam Payne. - Chłopak ocknął się chwilkę później i zarumieniony odpowiedział na pytanie. Zayn uścisnął lekko jego dłoń i skinął główką. Po plecach Liama przebiegł miły dreszcz, jakiego nigdy nie czuł w niczyjej obecności. To go nieco przeraziło, ale i też ucieszyło.
Zayn dopiero teraz mógł spojrzeć na wnętrze klasy. Ściany były piaskowe, przykryte ogromną ilością map i obrazów bitew, w oknach stały jakieś zielone kwiatki a w kącie tekturowa postać Króla Artura. Od razu mógł się domyślić, że mężczyzna uwielbia średniowiecze. Uczniowie rzucali mu zaciekawione spojrzenia, nie wiedząc kim jest ów nowy chłopak nieco odstający od reszty ciemniejszą karnacją, czarnymi włosami i dobrze zbudowaną sylwetką .
Oględziny przerwał mu jednak wchodzący do pomieszczenia siwiejący nauczyciel.
- Ohhh kogo my tu mamy! Nowy uczeń! Jak się nazywasz? - Zayn wstał i posłał mu miły uśmiech.
- Patrick Gillbert, panie profesorze.
- A do jakiej szkoły wcześniej chodziłeś? I kiedy dostanę twoje oceny?
- Do "Bradford High School", a oceny dyrektor powinien wysłać do południa.- gładko skłamał i usiadł ponownie na krześle. Kiedy mężczyzna zaczął mówić o wojnach z Muzułmanami i wyzywać ich, ręka mulata wystrzeliła ku górze.
- Czy mógłbym prosić pana, panie profesorze o odrobinę tolerancji? Jestem wyznaję islam i stwierdzenia per "zawszony pies", "terrorysta" czy "ścierwo" mnie obrażają. - Powiedział ze stoickim spokojem, jednak wcześniej miły dla niego mężczyzna cały poczerwieniał, że ktoś ośmielił się zwrócić mu na cokolwiek uwagę.
- W takim razie proszę opuścić moją lekcję. - Warknął niemiło.
Mulat wywrócił rozbawiony oczami i wrzucił swoje rzeczy do torby. Zarzucił plecak na ramię i wyszedł na korytarz, mieląc w ustach wiązankę przekleństw. Usiadł na ziemi przy klasie i oparł głowę o chłodna powierzchnię za nim. Palcami zaczął wystukiwać rytm piosenki jaką usłyszał w radio gdy tu jechał. Uśmiechnął się lekko do dyrektora, który przemierzał korytarz.
- A ty? Dlaczego tu siedzisz a nie na lekcji? - Zapytał zaskoczony mężczyzna.
- Pan Herdic wyrzucił mnie z sali, kiedy powiedziałem, że określenia jakie używa na Muzułmanów mnie obrażają. - Mruknął Zayn, jak gdyby nigdy nic. Dyrektor gestem pokazał mu, że ma wstać i sam wszedł do klasy.
- Czy mogę pana prosić na chwilę, panie profesorze? - Zapytał uprzejmie mężczyzna w garniturze i wyszedł wraz z mężczyzną, zamykając za sobą drzwi.
-
Liam wpatrywał się chwilę w drzwi, za którymi zniknął zdenerwowany mulat. Niekompetencja profesora od historii bardzo działała mu na nerwy.
- Panie profesorze, nie uważam, aby takie określenia były konieczne. - Odezwał się, stając w obronie nowego kolegi. Harry za nim ostrzegawczo kopnął go w krzesło, jednak nie przejął się tym.
- Ahhh tak, panie Payne? Nie musi pan uważać ale to ja jestem nauczycielem i to moja sprawa, jak ich nazywam. - Syknął starszy mężczyzna i wrócił do prowadzenia zajęć w bardzo nietolerancyjny dla innej religii sposób. Po chwili jednak zjawił się dyrektor, prosząc nauczyciela do siebie. Liam skorzystał z okazji i odwrócił się do chłopaków.
- Ogłupiałeś?! Kłócić się ze starym historykiem?! Rozum straciłeś?!
Krzyknął na niego szeptem Harry, a Niall tylko go poprał. Oni nie rozumieli, że Malik totalnie zawrócił w głowie ich przyjacielowi. Już teraz, w tym momencie był skłonny skoczyć za nim w ogień. Liam jedynie wzruszył ramionami i wrócił do swojej poprzedniej pozycji, opierając policzek na dłoni, a drugą bazgrząc coś na kartce swojego zeszytu.
- Myślicie, że zechce przyjść dzisiaj do mnie? No wiecie, ten mecz.- Zapytał po chwili Payne, odwracając się do dwójki przyjaciół, cicho o czymś rozmawiających. Niall podniósł swoje błękitne tęczówki na ciemnego blondyna i wzruszył lekko ramionami.
- Nie dowiesz się, jeśli się go nie zapytasz. - Zauważył i uśmiechnął się ciepło. W głowie Liama rozpoczęła się istna wojna, mogąca spokojnie nosić miano "III Wojny Światowej". Nie wiedział, czy wypada go zaprosić, czy się nie obrazi, no i przede wszystkim czy się zgodzi. Przecież jutro jest środa, normalny dzień nauki. Przymknął sarnie oczka i jęknął cicho, opierając czoło o swój zeszyt.
- Liam? Co się dzieje? - Zapytał cicho Harry, szturchając go długopisem w plecy. Mężczyzna nie zareagował od razu, dopiero po chwili podniósł główkę i spojrzał na niego.
- Nic się nie dzieje. - Mruknął cicho i od razu spojrzał na wchodzącego, zadowolonego z siebie Malika.
Jego delikatny uśmiech, czekoladowe oczy i głęboki, melodyjny głos sprawiał, że Payne przestawał racjonalnie myśleć czy kontaktować ze światem. Mógł jedynie wpatrywać się w postać, która mogłaby zostać nazwana "Bogiem Seksu" a Liam z ogromną radością oddawałby mu cześć. Przeczesał swoje jasnobrązowe włoski i odwrócił wzrok od siadającego obok mulata, wbijając go w zeszyt. Harry z Niallem przyglądający się im z ławki za nimi posłali sobie znaczące uśmieszki, po czym Niall zabrał się za robienie notatek. Liam wyrwał kawałek kartki z końca zeszytu i zaczął na niej kreślić litery swoim starannym, pochyłym, wąskim pismem. "Robisz coś dzisiaj wieczorem? Oglądamy z chłopakami mecz u mnie. Przyłączysz sie?" Podsunął świstek Zaynowi, który omiótł go spojrzeniem. Udał, że się zastanawia i wziął w szczupłe palce plastikowy długopis. "Mogę wpaść." Odpisał swoim okrągłym pismem i odsunął w jego stronę kartkę. Tym razem dostał większą z adresem chłopaka. Ten skinął lekko główką i schował ją pomiędzy kartki swojej książki, wracając spojrzeniem do nauczyciela, który trzymał już język na wodzy i nie używał obraźliwych dla Zayna sformuowań. Liam natomiast szalał w środku z radości, że chłopak zgodził się spędzić z nim, Harrym i Niallem wieczór.
sobota, 8 grudnia 2012
piątek, 30 listopada 2012
Prolog: Od tej pory nazywasz się Patrick Gilbert.
-Wzywałeś mnie, szefie?
Głęboki głos mulata rozniósł się echem po bordowo-złotym gabinecie głównej organizacji antyterrorystycznej w Wielkiej Brytanii. Czekoladowe tęczówki były skupione wyłącznie na mężczyźnie za dębowym, ciężkim biurkiem.
Hans Villegan od ponad dwudziestu lat sprawował funkcję dyrektora głównego siedziby BOA w Londynie. Miał pięćdziesiąt trzy lata, żonę i dwójkę dorosłych dzieci. Oczekiwał już także wnuków i marzył, aby przejść już na emeryturę.
- Tak, Zayn. Jak wiesz, cenię Cię najbardziej z młodej kadry. Jesteś jednym z najlepszych moich agentów i z tego tytułu dostaniesz bardzo ważne zadanie, dzięki któremu może uda nam się rozbić spółkę Castela.
- To znaczy?
Młody mężczyzna był już nieco zniecierpliwiony, jednak idealna gra aktorska nie zdradzała tego. Oczy były znudzone, dłonie wbite w kieszenie, a postawa ciała luźna. Zupełnie, jakby rozmawiał o ostatnich rozgrywkach piłki nożnej.
- Wtopisz się w tłum uczniów prywatnego Liceum na Backer Street. Zostałeś przydzielony do klasy wraz z Liamem Paynem. Według naszych danych jest to syn Castela. Twoim zadaniem jest wyciągnąć od niego jak najwięcej informacji - gdzie mają główną siedzibę, kiedy się spotykają i ilu dokładnie ich jest. Jeszcze jedno. To akcja pod przykryciem.
Przesunął po ciemnym biurku plik dokumentów.
- Od tej chwili nazywasz się Patrick Gilbert. Mieszkasz na George Street 117, zaraz na przeciwko Liama. Dyrektor wie o całej akcji, ale grono pedagogiczne już nie. Poradzisz sobie?
Po raz pierwszy podniósł błękitne tęczówki na młodego chłopaka po drugiej stronie mebla. Na prawdę pokładał w nim wielkie nadzieje.
Zayn wziął w długie palce plik kartek i przejrzał je pobieżnie, sprawdzając czy ma wszystko co mu się przyda. Nie odkrywszy większych braków znów spojrzał na swojego szefa.
- Klucze?
Zapytał, ignorując - według niego - niedorzeczne pytanie i wziął w dużą dłoń pęczek kluczy podanych przez siwiejącego mężczyznę.
- Spakuj się. Zaczynasz lekcje o ósmej.
Dodał Hans i machnął ręką, by Malik dał mu spokój. Ten posłusznie wycofał się z pomieszczenia i poszedł się spakować.
Wszedł do swojego pokoju i schował do sportowej torby najpotrzebniejsze rzeczy. Odebrał plecak z książkami i zeszytami, po czym usiadł na łóżku by dokładniej przejrzeć papiery. Wziął w dłonie zdjęcie, gdzie ciemny blondyn został zakreślony w kółko czerwonym markerem. Siedział z przyjaciółmi i uśmiechał się wesoło do bruneta naprzeciw niego. To, co przykuło uwagę tajnego agenta to fakt, że ów loczek siedział na kolanach jakiegoś mniejszego nieco blondynka, który oplatał go ramionami w pasie i wtulał policzek w jego bark. Świetnie, zaprzyjaźnisz się z pedałami, Malik. Pomyślał z przekąsem i schował kartki do plecaka, zarzucając go na plecy.
Wyszedł z budynku i wsiadł do swojego ukochanego samochodu, jakim była czarna Mazda CX9. Zerknął przelotnie na adres swojego nowego mieszkania i odpalił silnik. Wyjechał na ulice Londynu, opracowując w myślach plan zdobycia informacji.
Subskrybuj:
Posty (Atom)